Styczeń jest okropny! Okropieństwo stycznia nie polega tylko na tym, że jest ponury, ciemny, zimny, mokry i bezlistny. Najbardziej obrzydliwe w styczniu jest to, że nie jest marcem. Ba, on nie jest nawet lutym. Marzec też nie jest doskonały, ale przynajmniej ma kwiecień za sąsiada. Gorszy od stycznia potrafi być już tylko listopad. Potrafi, ale rzadko bywa, bo to trudne.

W styczniu bardzo nie podoba mi się to, że jest fałszywy. Udaje coś, czym nie jest. Stroi się w piórka Nowego Roku. A Nowy Rok – wiadomo – budzi nadzieję, że będzie lepiej, piękniej, że przeminie bezpowrotnie wszystko co stare, brzydkie i złe. Tak, mogę się zgodzić, że styczeń przez kilka, kilkanaście godzin, rzeczywiście jest Nowym Rokiem, ale przez kolejne 30 dni styczeń jest po prostu styczniem, ciemnym, ponurym i złym.

Styczeń przygnębia. Wstajesz – ciemno, wracasz z pracy – ciemno, a nawet jak jasno, to w sumie też ciemno, bo słońce za gęstymi chmurami, czyli słońca brak. – A jak w styczniu spróbujesz poprawić nastrój? Gdzie poszukasz pociechy? Wiadomo: w bitej śmietanie, w polewie czekoladowej, torciku z orzechami i pączkach z nadzieniem budyniowym. Czym to się skończy? Kolejną warstwą tłuszczu w okolicach bioder, pasa albo innym eksponującym się miejscu.

Spalisz ten tłuszcz w styczniu? Nie spalisz. Na rower nie pojedziesz, bo ciemno, bo wieje, bo mróz. Na spacer też nie pójdziesz. Chyba, że z psem, ale co to za spacer jak Ty co pięć metrów musisz przystanąć, żeby pies się wysikał. Żeby choć trochę kalorii spalić to ty musisz dziarskim krokiem kroczyć, równo, lewa, prawa, lewa, prawa. A nie noga za nogą, a potem jeszcze przystanek, żeby po kupę psią się schylić. Żeby chociaż tą kupę udało się w rękawiczkach zimowych zgarnąć. Ale nie, nie da się, szczególnie jak rękawiczki kupiło się jednopalczaste.

Moim zdaniem, powstanie styczniowe nie przypadkiem wybuchło w styczniu. Bezpośrednią przyczyną wybuchu powstania była, jak wiadomo decyzja o przeprowadzeniu branki — przymusowego poboru do carskiej armii, ogłoszona w nocy z 14 na 15 stycznia 1863 roku. To na pewno. Ale kto wie jak by się sprawy potoczyły, gdyby nie ten styczniowy „wkurw”. Jak podają kroniki, parę dni wcześniej było w Warszawie minus 15. A powstanie listopadowe, kiedy wybuchło? No kiedy? W bliźniaczym do stycznia listopadzie.

Mam takiego jednego znajomego Hiszpana. Pedro ma na imię. Zarzucił mi kiedyś Pedro, prawdopodobnie było to w styczniu, że ja – podobnie jak wszyscy w Polsce – ciągle narzekam na pogodę i ciągle o pogodzie gadam. A kto ma gadać o pogodzie, jak nie my, Polacy? Egipcjanie mają gadać? Grecy? Lankijczycy? A niby co to za temat dla nich. To my tu w ciągłej pogodowej niepewności żyjemy. Bo nawet w styczniu, choć wiadomo, że będzie do dupy, to przecież nie jest jasne jak bardzo.

Taki Lankijczyk z Bentoty ma w styczniu jak w banku 31 stopni. We wszystkie inne miesiące też 31, ewentualnie 30. Sprawdziłem na Wheathetravel.com. Co ten Lankijczyk z Bentoty może wiedzieć o styczniu? Nic! Co on może mieć do powiedzenia o pogodzie? Na pewno mniej niż ja o misiach polarnych. I czy on wie co to znaczy stanąć w styczniu przed szafą i wciągać na siebie jedną skarpetkę, drugą skarpetkę, kalesony, podkoszulkę, drugą podkoszulkę, koszulę, sweter, kamizelkę, czapkę, rękawiczki, szalik, a potem jeszcze płaszcz? On przez rok mniej się ubrań nawciąga niż ja jednego dnia w styczniu. A nie wspomniałem o sznurowaniu butów.

Styczeń jest groźny, stycznia trzeba się bać. Badania opisane w „Journal of Affective Disorders" wykazały, że osoby z ograniczonym dostępem do światła słonecznego mają o 31% większe ryzyko rozwoju depresji. Według badań z „Journal of Clinical Medicine", wydajność pracy spada o 21% w okresach zmniejszonej ekspozycji na światło słoneczne. „Obesity Reviews" informuje, że brak ekspozycji na światło słoneczne w zimie może przyczyniać się do wzrostu masy ciała o 5-7%.

Pocieszające jest to, że styczeń jest aż tak bardzo okropny jedynie w styczniu. Bo już w lipcu – z tego co pamiętam – najgorszy jest lipiec. Tylko lipiec tak potrafi dopiec. To on wylewa na nasze głowy żar z jasnego nieba i wyciska z nas siódme, czyli lipcowe poty. Przede wszystkim jednak, lipiec nie jest godny zaufania. Zawsze zawodzi w najgorszym momencie. Obiecuje słońce, przynosi deszcz. Ważną cechą lipca jest to, że szybko przemija. Zresztą, podobnie jak styczeń i wszystkie inne miesiące. Jak wszystko.

Wiele dni, wiele lat, czas nas uczy pogody

Zaplącze drogi, pomyli prawdy

Nim zboże oddzieli od trawy

Bronisz się, siejesz wiatr

Myślisz jestem tak młody

Czas nas uczy pogody, tak od lat, tak od lat.

Tekst piosenki: Jacek Cygan

 

Prestiż  
Styczeń 2025